21.07.2017

Rowerowy trening ekipy Ceneo z Bartoszem Huzarskim

Europejskie Wyzwanie Rowerowe się skończyło, ale nie oznacza to, że przesiedliśmy się do samochodów – wciąż podróżujemy do pracy na rowerach. Dla niektórych to jednak mało, więc z entuzjazmem udali się na trening rowerowy do Sobótki, gdzie spotkali się z Bartoszem Huzarskim i jego podopiecznymi z Huzar Bike Academy. Przy okazji treningu i spotkania, przekazali dzieciakom rower, który został ufundowany przez Ceneo. Niech im dobrze służy 🙂

Jak wyglądał sam trening? Przeczytajcie relację Wojtka Jędrzejczyka i obejrzyjcie zdjęcia. I nie zapominajcie, że zawsze możecie wskoczyć na rower i dołączyć do wycieczki 🙂

„Dramat! To już najlżejsze przełożenie, a ja kręcę ostatkiem sił, noga już ledwo podaje. Wjeżdżam właśnie na Przełęcz Tąpadła sapiąc tak głośno, że słychać mnie, to moje kompromitujące sapanie, od Wrocławia do Jeleniej Góry. – Może przynajmniej płoszę tym niedźwiedzie – żywię nieśmiałą nadzieję. Tomek, Marcin i Jacek na czele z Bartoszem Huzarskim (tak, z tym Bartoszem Huzarskim!) gdzieś daleko z przodu. Ze mną jedzie Kuba, też dawno by mnie wyprzedził, ale kręci na dużo cięższym przełożeniu, bo innych już nie ma w pożyczonej szosie. Chłopak ma nogę! Jeszcze kilometr temu cieszyłem się, że jedzie ze mną – we dwójkę raźniej, teraz wolałbym być sam, bo zaraz chyba stanę i się rozpłaczę, a takie rzeczy, w moim wieku, to lepiej bez świadków. Jeśli za zakrętem będzie dalej pod górę to koniec. Myślę, już tylko o tym, żeby pamiętać o wypięciu butów z pedałów, kiedy będę stawał, bo z dwojga złego, to już lepiej rozryczeć się na stojąco, niż leżąc na boku pod rowerem jak mniemam. A jeszcze miesiąc temu nie zdawałem sobie sprawy z istnienia pedałów zatrzaskowych. Jak ty się w to wpakowałeś człowieku? – myślę sobie.

– Jak będziesz jeździł na rowerze do pracy, to zainstaluj aplikację i kręć dla Ceneo i Wrocławia w European Cycling Challenge – mówi do mnie Karolina z Marketingu – jakoś na początku maja.

– Taa, już, od razu, druga appka do liczenia kilometrów potrzebna mi na telefonie jak trzecie koło u roweru – myślę sobie. Ale z ciekawości obczajam to całe ECC i już wiem, że muszę kręcić. Są tabele, jest rywalizacja, fan tabel i rywalizacji nie da rady tego odpuścić, taka już psychika, nic nie poradzisz.

Na koniec maja Ceneo ma drugie miejsce we Wrocławiu i kupujemy, z tej okazji, rower dla Huzar Bike Academy. Ja mam przejechanych 800 km, co daje mi ledwo 6. miejsce w firmie. Osobista tragedia 😉, ale cieszę się ze wspólnego sukcesu z tym, że w przyszłym roku, na wiosnę kupuję szosę, bo muszę być w pierwszej trójce. Cóż, nie wytrzymałem do wiosny, po dwóch tygodniach siedzę na mojej własnej kolarzówce. Wtedy Bartosz Huzarski zaprasza nas na przejażdżkę wokół Sobótki, dla fanów kolarstwa z naszej firmy to spełnienie marzeń.

Do Sobótki jedziemy oczywiście na rowerach. Wyjeżdżamy spod firmy spóźnieni, bo push’e i commit’y, ale na miejsce docieramy, niepojętym do dziś dla mnie sposobem, 10 minut przed czasem. Ekipa jest mocna. Kiedy ja kończę, z wolna, dopijać trzecią chyba już wannę wody, i wraca mi powoli widzenie kolorów, póki co, w jednym oku, nadjeżdża Pan Bartosz. Zrobił właśnie 100 km, ale wygląda jakby dopiero wsiadł na rower.

– Nie ma co tracić czasu chłopaki, jedziemy! – mówi.

– Aha, a więc to dzisiaj. Dziś jest dzień, w którym umrę – myślę sobie z lekkim, bądź co bądź, smutkiem, pocieszające, w tej sytuacji, jest jednak to, że przynajmniej odpocznę sobie kiedy spocznę.

Ale jadę krótką pętelkę po okolicy i w dalszym ciągu, ku własnemu zaskoczeniu, żyję i trzymam się grupy, raczej z tyłu, ale nie czepiajmy się szczegółów. Robimy pamiątkowe zdjęcia z dzieciakami z HBA i rowerem od Ceneo. Żarty się jednak na tym kończą, ruszamy w trasę wokół Sobótki…

Na szczęście, moje modlitwy, w formie przejmującego sapania, zostają wysłuchane i za zakrętem podjazd się kończy. Tym sposobem unikam (o włos) kompromitacji na Przełęczy Tąpadła. Kawałek dalej, chłopaki z Panem Bartoszem czekają na mnie i na Kubę. Na zjeździe, ohoho, na zjeździe radzę sobie doskonale, odżywam, nie sapię. Tam moja masa, w przeciwieństwie do podjazdów, współpracuje z grawitacją w idealnej harmonii. Pożegnanie z Huzarem w Sobótce, i wracamy do Wrocławia, a jakże – na rowerach.

Tego dnia, każdy z nas zrobił około 150 km w 5,5 godziny, w tym ja. Chyba nie najgorzej, co? Gdyby nie rowerowy maj w Ceneo z ECC nie kompromitowałbym się teraz w obcisłych rowerowych gaciach na wrocławskich ścieżkach rowerowych 😉. Nie miałbym też okazji przejechać się z mistrzem –  Bartoszem Huzarskim. Znalazłem się w tym wszystkim, nieco z przypadku i teraz mam nowe hobby”.

Tagi: